Spis treści

***

Moje trzy kobiety, przystają się krzątać, przerwa. Patrzę skupiony i dumam, czy jeszcze będę potrafił usiąść z nimi do stołu? Spędziłem 4 cudownie samodzielne wigilie, nie czując się samotnym. Cenie te święta jak świętość, nie oddałbym ich za żadne skarby. Czuje, że dzięki nim stałem się spokojny, radosny, wyciszony, bo przecież samotność mi już nie grozi. Co jednak z samotnością wśród bliskich?

- Chciałem wam opowiedzieć o moich samotnych wigiliach. Wypalam bez zastanowienia a siostra z zainteresowaniem mówi „No właśnie”. Opowiadam, ze szczegółami a one słuchają. „Nie przeżyłam czegoś takiego, ale chyba jeszcze chciałabym przeżyć”

Tak właściwie to zaskoczyła mnie tym siostrzane stwierdzeniem. Zawsze sądziłem, że dla wszystkich oprócz mnie, najważniejsze jest robienie pierożków, szykowanie i wspólne zjadanie. A może nie? Może wszyscy czujemy tą dojmującą samotność przy rodzinnym stole i gdzieś na krawędzi odwagi chcielibyśmy ją przełamać. Ale jak?

Mnie już samotność w rodzinie nie grozi, nie mogę być bardziej samotny niż byłem w swoich samotnych wigiliach a przecież nie byłem samotny. To chyba znaczy, że nigdy już nie będę samotny. Tak to miła perspektywa.

Na skutek uczciwego finansowego nieszczęścia wróciłem tu do mieszkania w rodzinnym domu i czuje, że krzesło przy stole czekało tu na mnie. Nie będę tu samotny, choć na pewno jestem inny. Na kszątanine przy stole patrzę z dystansem, wiem, że wystarczyłby barszcz z torebki z dodatkiem buraczanego koncentratu (to efekt moich samotniczych świąt, każdy sproszkowany barszcz jest jałowy, ten w "butelku" także, ale zmieszajcie obie mikstury-miód) pierogi z kapustą kupione na rogu i ciepła akceptująca atmosfera a święta będą cudowne. Skoro jednak innym potrzebna jest krzątanina i tak już jest i tak lubią i chcą. Pomagam obsadzać choinkę.
Co czuje? Coś, czego nie da się opisać. Rozumiem indiańskie powiedzenie „…człowiek umarłby z duchowej samotności”, nie ważne jak się zachowujemy, nie ważne, kim jesteśmy Ciepło istnienia drugiego człowieka jest nieopisane. Siedzę i stukam w klawisze laptopa w drugim pokoju siedzi moja mam a ja czuje ciepło jej istnienia. Nie, nie w przenośni, tak naprawdę, Kiedyś zagubiony w szumie codzienności, byłem zmęczony obecnością innych. Jak wielu z nas chciałem się „wyindywidualizować z rozentuzjazmowanego tłumu”, być wyjątkowy, niepowtarzalny, budzący zachwyt. Teraz lubię po prostu być wśród ludzi, odczuwać ich obecność, czuć ciepło ludzkiego istnienia. Znów chce mi się „Grać”, ale już nie po to by tworzyć nową sztukę czy swoją wielkość, ale by na prawdę współtworzyć. Bo nikt nie tworzy świata sam, zawsze po drugiej stronie stołu siedzi ktoś drugi. Często tak samo samotny jak ja, tak samo nie wierzący w możliwość radości życia.

Być może trzeba by wprowadzić do „almanachu” kultury pojęcie czy może zwyczaj dobrowolnej samotności. Takiej którą się doświadcza z rozmysłem i celowo, po to by przestać być nakręconym przez zwyczaj członkiem społeczeństwa a stać się świadomą jednostką zdolną do doświadczenia jedności.