dialog1

"Wszystko jest  środkiem, dialog - celem. Jeden głos niczego nie spełnia i nie rozstrzyga. Dwa głosy - to minimum życia, istnienia."
Dialog jest czymś co się dokonuje, staje, zależy od swojego przebiegu. Nie ma określonego kierunku, ma określone reguły oraz nastawienia. Jest czymś co się dokonuje w naszej obecności. Do dialogu potrzeba jest przynajmniej dwoje, jest więc dialog ze swej natury międzyludzki, czymś pomiędzy tobą a mną, jakimś obszarem wyznaczanym przez nas a także nas zawierający. Jest sferą nierozerwalnie związaną z kulturą, przez nią jest kształtowany ona określa jego strukturę.
Jest wyznacznikiem kultury panującej.

Posługując się kryteriami i wartościami tejże stanowi odwzorowanie jej struktury pojęciowej. Każda epoka tworzy swój model dialogu:
Za taki model w kulturze modernistycznej można przyjąć - szachy.
Gry stanowią generalnie doskonały model dialogu, posiadają bowiem dwie integralnie związane z nim cechy:

Naprzemienność wypowiedzi.

Przeciwstawność postaw, odwzorowaną poprzez partnerów siedzących na przeciw siebie.
Szychy zawierały obie te cechy, po za tym a może przede wszystkim, stanowiły model społeczeństwa hierarchicznego. Przywódca narodu wśród świty i społeczeństwa. Całość organizowały proste jasne przepisy, kto jak się porusza, jakie ma prawa oraz jakie możliwości. Wszystko jasne przejrzyste i klarowne. Ponad tym modelem pochylał się on - Gracz, znający prawa, posiadający przywilej rozgrywki z innym graczem. Kto wygra? Ten kto lepiej potrafi przewidzieć posunięcie przeciwnika, wyczuć jego słabe punkty, spokojniej przemyśleć sytuację. Kto potrafi lepiej zapanować nad własnymi emocjami - ten wygra.
Wygrana była tu osiągnięciem, sprawą pierwszoplanową. Aby wygrać, należało poznać reguły gry, osoby dramatu, po czem rozegrać partię na swoją korzyść. Przegrana... No cóż zdarzają się nieudacznicy, są mięsem armatnim modernizmu. Muszą być aby ktoś mógł wygrać.

Coś jednak zacięło się w tych trybach, coś zmieniło się w obrazie gry. To epoka postmodernizmu, Ją także można przedstawić na podstawie modelu szachów. Reguły pozostały ciągle takie same, niby figury wedle przepisu, to jednak coś inaczej. Tym czymś jest utrata ortodoksyjności czerni i bieli, dobra i zła. Było to podstawowe kryterium modernizmu, dobro przeciwko złu, biel przeciwko czerni. Tymczasem codzienność poszła swoją, wygodną dla ludzi ścieżką. Utraciła klarowność podziału, mało tego usankcjonowała to praktycznie, nie jest to już ten wstydliwy rodzaj grzechu, którym emocjonowano się kiedyś. Teraz jest to zwykłość, codzienność. W naszym modelu wyglądałoby to tak:
przepisy pozostały takie same, figury i ich prawa także, zmienił się kolor i wielkość figur. Każda z nich jest innego, wybranego przez siebie koloru, jest również innej wielkości, tak jakby rzeczywistość składała się z różnych kompletów, jedne figury prześlicznie rzeźbione inne pełne dostojeństwa figur turniejowych inne z kolei codzienne, zwykłe jakich wiele a wśród nich kapsel. Pośpiesznie przystosowany do roli pionka, bo akurat brakło - był wakat.

Reguły pozostały ciągle takie same, niby figury wedle przepisu, to jednak coś inaczej. Tym czymś jest utrata ortodoksyjności czerni i bieli, dobra i zła. Było to podstawowe kryterium modernizmu, dobro przeciwko złu, biel przeciwko czerni.]Modernizm powiedziałby - odrażająca zbieranina.
Postmodernizm - cudowna różnorodność
Wszystko jest takie jak powinno być, tyle że nie od kompletu.
Czy można grać takimi szachami?
Sądzę, że nie wprawny gracz dość szybko pomyliłby szyki i w konsekwencji nie wiedział by czy gra figurami swoimi czy partnera.
Zawodowiec, zaś ma ten przywilej, że potrafi grać odwrócony tyłem do szachownicy, w pamięci. To obraz bardzo piękny, dwóch graczy siedzących tyłem do siebie grają w szachy, szachownica i figury znajdują się jedynie w ich głowach jedynie tam toczy się rozgrywka. Cóż by się stało gdyby jednak odwrócili się do siebie i spojrzeli na ową wielobarwną szachownicę. Myślę, że po pewnym czasie mimo doskonałej wprawy nastąpiło by coś, co w wojsku nazywa się zmyleniem kroku i wówczas nic już by nie pomogło, nie wiedzieli by co jest czym, czyje figury są czyje. Przejrzystość można w postmodernizmie zachować jedynie poprzez odwrócenie się od wielobarwnej codzienności. Poprzez grę wyobraźni , tyle że będzie to jedynie gra wyobraźni dla wyobraźni.
Postmodernizm jest cudownym, wielobarwnym bałaganem, którego nie sposób zrozumieć z pozycji modernistycznego gracza. Nie sposób pojąć go z pozycji obserwatora pochylonego nad szachownicą. Tu kończy się rzeczywistość wyznaczana przez obiektywnego obserwatora, naukowca definiującego świat nie uczestnicząc w nim.
Z pozycji praktyki, byłby to gracz-polityk, osoba ponad wszystkich, ponad przeciętność potrafiąca rozegrać naszą rzeczywistość bez naszego udziału.

Tu zaczyna się jakaś nowa rzeczywistość, wymykająca się z pod naszej kontroli, cóż możemy uczynić aby więcej o niej wiedzieć, by lepiej ją zrozumieć. Możemy spojrzeć na świat nie z punktu widzenia obserwatora ale z punktu widzenia pionka. Stać cię jednocześnie fragmentem rzeczywistości i opisywać ją. Tyle że wówczas wszystko się zmieni, potrzebujemy nowej formy badania i postrzegania rzeczywistości, potrzebujemy również nowego modelu dialogu, nowej Gry.

Przygotowując się do tej konferencji, konstruując ten szachowy model świata przypomniałem sobie dykteryjkę napisaną przeze mnie ponad dwadzieścia lat temu, gdy byłem nastolatkiem. Zadziwiająco trafnie opisuje rzeczywistość którą pragnę państwu przedstawić, oto ona:

A gdyby tak krasnoludki z ich mikro wymiarem, przyjąć jako wymiar podstawowy to znaczy elementarny naszego świata.
Wówczas co chyba oczywiste, To przestałoby być _Tym a stało by się Tamtym. Tamto przeszłoby na pozycje Owego, Owo zaś zajęło by miejsce Tego.
Powstał by ten cały galimatias, który w swej nieświadomości nazywamy Atlantydą.

dialog2Otóż właśnie, gdyby na chwilę przynajmniej opuścić modernistyczną szachownicę i spojrzeć na rzeczywistość z punktu widzenia nie gracza ale pionka. Krasnoludka właśnie, cóż wówczas ukazało by się naszym oczom. Patrząc na szachownicę mamy poczucie bałaganu, może spoglądając z pozycji pionka odszukamy sens istnienia. Musielibyśmy jednak stworzyć jakiś model, który mógłby na tyle przylegać do rzeczywistości by stać się obszarem eksperymentu.
Przedstawiam Państwu "Grę", genialną w swej prostej organizacji. Grę, która nie ma żadnych reguł, poza podstawową zasadą dialogu - partnerzy siedzą na przeciw siebie, oraz wykonują naprzemiennie swoje malarskie posunięcia. Arkusz papieru, farby, pędzel. Nie trzeba umieć malować! Początkujący radzą sobie zazwyczaj lepiej niż profesjonaliści, mają bowiem to, co zawodowcy nazywają świeżym spojrzeniem. Ta gra nie ma żadnych reguł, jednak zachodzi zjawisko gry, zmagania się a to oznacza że zasadą i regułą tej Gry jesteśmy my sami. To zasadnicza zmiana w stosunku do modernizmu z jego narzuconymi z góry zasadami. Tu wielobarwny tłum nabiera sensu istnienia, w nim samym to znaczy w sobie odszukujemy prawidła Gry, których nie musimy przyjąć, nie musimy wierzyć, możemy spróbować sami, siadają do Gry z kimś kto poznał świat znajdujący się po drugiej stronie obiektywizmu. Świat intersubiektywnego doświadczenia siebie w kontakcie z drugi.

Roman Pukar