Czym jest lustro a czym zwierciadło?

Lustro jest produktem kultury, mechanicznie wytworzonym przedmiotem.

Zwierciadło wdaje mi się być czymś tak naturalnym jak zdolność wody do odbijania krajobrazu.

Czy to symboliczne opowieści o odbiciu? Nie sądzę! Fizyka i metafizyka zdają się ostatnio zamieniać miejscami. Nie ma już materii lecz jak twierdzi teoria względności jedynie energią, która czasem przybiera kanciaste formy.

Lustro jest odbiciem doskonałym, zwierciadło wody nie jest doskonałe, ale zawiera realną głębie w którą można wniknąć i przechodząc na drugą stronę wkroczyć w swój wszechświat. To doświadczenie zwane inicjacją uczy, że na poziomie submolekularnym przestajemy być materią a stajemy się świadomą energią. Wobec tego z humanistycznego punktu widzenia, należałoby dopuścić nowe pojmowanie wszechświata, jako duchowo-materialna przestrzeń odpowiadającą czasoprzestrzeni. Po takim doświadczeniu musimy zapomnieć o obserwacji z zewnątrz a nauczyć się obserwacji z wewnątrz.  Aby to było możliwe musimy przekroczyć swoje zwierciadło i doświadczyć swojej osobistej głębi. Wtedy nie ma jakiegoś tam wszechświata jest Mój wszechświat, który nie może nic nakazać Twojemu wszechświatowi. Możemy się jedynie spotkać i poszukać pomiędzy nami wartości zwanej MY. Ona nie pojawia się nigdy w perfekcyjnym Lustrze jedynie dzięki ułomności Zwierciadła.

Wówczas stajemy się gotowi na otwartą kulturę Gry, w którą gram od 20 lat i ta opowieść jest relacją z praktyki a nie symboliczną teorią.

 


Artykuł został napisany dla pisma "Tematy z szewskiej".


 

Zawsze interesowało mnie jak zaczął się wszechświat!

Nie wiem, czy był to akt boskiej kreacji czy wielki wybuch, nie umiem się zdecydować. Z jednej strony mam głębokie potrzeby mistyczne z drugiej nęci mnie elegancka prostota matematycznych wzorów. Przyznam się jednak, że z biegiem lat zaczynam się skłaniać do myśli, że jak wszystko tak i wszechświat zaczął się od inwentaryzacji… Choćby tak banalnej jak konstatacja, że istnieje pustka w której jest miejsce na wybuch, lub myśl, że nic nie ma więc można by coś stworzyć.

Ze mną jest tak samo ;) Na początku zadałem w ramach mojej inwentaryzacji pytanie:

Czym jest lustro a czym zwierciadło?
W słowniku synonimów pojęcia te są równoznaczne. W potocznej mowie tak samo.
Mnie jednak te słowa wydają się różnić, 
Lustro zdaje mi się być produktem kultury, mechanicznie wytworzonym przedmiotem o płaskiej powierzchni, odbijającym światło w ok. 98%.

Zwierciadło jest czymś bogatszym, zawiera jakiś czynnik „nadto”, jest także zakorzenione pierwotnie i naturalnie w krajobrazie. Być może taki stan pojmowania zawdzięczam codziennej percepcji: idąc ulicą mijam szyldy producentów luster – nigdy zwierciadeł, zaś krajobraz przegląda się w zwierciadle rzeki a oczy są zwierciadłem duszy.
Zwierciadło wydaje się być więc bardziej epickie, lustro techniczne. Taki byłby stan mojej inwentaryzacji.
Tak więc lustro jest wytworem cywilizacji, symbolem kulturowej działalności człowieka. Jego rozwój jest technologiczny - pierwotnie był to polerowany kawałek metalu dostępny jedynie dla bogatych. Wówczas lustro było nie tylko cennym przedmiotem, ale także magicznym. Przypisywano mu zdolności zaglądania w głąb, poszerzania horyzontu i odbijania niewidzialnego.  Myślę, że jego fenomen polegał na mobilności, lustro jako  przedmiot mógł być przenoszony, zawieszany we wnętrzach, stanowił cenny podarunek. Słowem był we władaniu człowieka. Wyrażał więc nie tylko głębie ale także potrzebę prestiżu, władzy a przede wszystkim perfekcji. Jako produkt technologiczny dążył przez stulecia do perfekcyjnego odbijania rzeczywistości. Obecnie mierzy się to jako procentową zdolność do odbijania światła, wartość ta wynosi 98 %. Czyli lustro dorównało swemu źródłosłowowi – Lustre –połysk, blask. 


Zwierciadło wdaje mi się być czymś tak naturalnym jak zdolność wody do odbijania krajobrazu. Jednak w tej naturalności jest ułomne, bowiem delikatna zieleń stawu nadaje mej cerze ziemistości. Przepływający liść czyni szramę na mym policzku. W zwierciadle jest coś więcej niż samo odbicie jest w nim cały wszechświat. Jestem ja,  jest moje odbicie, jest przypływający liść a także głębia stawu.

Lustro nie zawiera głębi, jedynie jej pozór. Nie da się przejść na drugą stronę lustra, ono jedynie odbija rzeczywistość ale jej nie pogłębia. Gdy spojrzymy w lustro a za sobą postawimy drugie, tak by odbijało się w tym pierwszym. Uzyskamy mnogość odbić, jedno lustro odbija się w drugim a w tym odbitym lustrze odbija się ponownie i tak dalej… Właściwie w nieskończoność. Czy w milimetrowym odbitym lustrze jeszcze odbija się pół milimetrowe lusterko? TAK. To czyni  nieziemskie wrażenie głębi , jednak jeżeli powiększymy to milimetrowe lusterko nie dostrzeżemy tam niczego co byśmy nie zobaczyli wcześniej. W miarę powiększania nie zyskujemy nowych informacji a jedynie powtórzenie tych które już znamy. Bowiem nie jest to głębia a jedynie xerokopia.

Zwierciadło zawiera w sobie głębie nie xerograficzną ale rzeczywistą. W zwierciadło można wejść, jest ono powierzchnią wody kryjącą  realną głębie. Jeżeli pochylamy się nad stawem widzimy w nim swoje odbicie, nie jest jak się rzekło zbyt dokładne więc by lepiej widzieć pochylamy się nad nim, zaciekawieni sięgamy i wnikamy w realną gębie. Jakie jest to doświadczenie? Myślę, że dla każdego inne. Dla jednych będzie to ciepła słoneczna sadzawka, dla innych morska bryza jeszcze dla innych bagno. Doświadczenie jest zawsze jednak podobne. Wyrwani z codzienności już nie chodzimy na dwóch nogach lecz lewitujemy w odmętach. Dotyczą nas bardziej prawa ciążenie i lewitacji niż prosta zasada przyczynowości. Należy się inaczej poruszać, pracują inne mięśnie, inne zmysły. Podróżujemy przez świat odmienny. W tej wędrówce doświadczamy już nie odbicia czy pogłębionego odbicia lecz odmiennego głębokiego świata, będącego jednak częścią naszej rzeczywistości, a może to jest głębia nas samych? W zwierciadle jest właśnie ta magia. W swej niedoskonałości zawiera przestrzeń na uzupełniające je elementy, pogłębienie jest dopowiedzeniem.

Tak jakby perfekcja lustra odbierała mu zdolność do poszerzenia, zaś ułomność zwierciadła dawała prawo do nieograniczoności. Lustro odbija perfekcyjnie otoczenie dlatego, że nie ma ambicji na nic więcej, ma odbijać rzeczywistość – tyle. Z tak postawionym zadaniem można sobie poradzić, oczywiście zajęło to parę stuleci ale efekt jest imponujący. Lustro odbija rzeczywistość i tu jego rola się kończy. Jest perfekcyjną składową cywilizacji o określonym zadaniu. Nie stara się robić nic więcej, nie ma żadnego stosunku do otoczenia, niczego nie ukrywa. W tej prostocie i jednoznaczności jest symbolem naszej cywilizacji – perfekcyjne, zimne, płytkie.

Zwierciadło jest malownicze ale nie użyteczne bo nie praktyczne, nie można go zabrać ze sobą, obdarować ukochaną osobę. Nie można nim po prostu władać i manipulować. Mamy więc z nim poważny problem… Nie możemy się go pozbyć bowiem, jest częścią nas samych, możemy ograniczać jego wpływ na siebie. Jednak nigdy nie umkniemy w realny sposób przed głębią zwierciadła. Oczywiście głębia o której mówię wydaje się być symboliczna, bowiem cóż ma z nami wspólnego odległy staw? Wydaje się, że nic.


A jednak moje doświadczenia świadczą inaczej… wszystko nie jest już takie oczywiste, fizyka i metafizyka zdają się ostatnio zamieniać miejscami. Całe nieszczęście zaczęło się bodaj od teorii względności, sławetny wzór e=mc2 powinien zdecydowanie zmienić stosunek humanistyki do materii, która staje się jedynie specyficzną formą energii. Zaczyna być trudna do zdefiniowania, fizycy jednoznacznie deklarują pogląd, że świat jest raczej zbiorem wzajemnych relacji niż konkretów nadających się do samoistnej analizy. Jeżeli nie można znaleźć niczego takiego co dało by się określić jako stałe nie podzielne i trwałe to jak można nadać codzienności stałe, trwałe i ostateczne wartości.

Chyba po prostu nie można!

Jednak nasza codzienna percepcja świadczy na korzyść materii, a więc i jej świadomym określeniom w postaci wartości. Jest materia, są kanty. Istnieją rozróżnienia istnieją także wartości. Obrazem takiego świata pełnego rozróżnień, krawędzi i konkretów jest perfekcja lustra. Jedno lustro perfekcyjnie odbijające drugie lustro czynią wrażenie głębi, świetlistości, perfekcji. Są jednak perfekcyjnym oszustwem! Nie ma w nich głębi a ich perfekcyjne odbicie pokazuje jedynie obraz zaspakajający powierzchowność obserwacji.

Odpowiedzią na taki konflikt fizycznych definicji i mentalnych widziadeł wydaje się być zwierciadło. Przeżywa ono w ten sposób swój nieuświadomiony tryumf… Staje się przejściem ze świata mentalnych, co tu kryć dość powierzchownych obserwacji do świata doświadczonej głębi. Po wynurzeniu z głębi zwierciadła inaczej percypujemy codzienność. Stajemy się bowiem jej częścią, nie ma bowiem już nic, co byłoby przed nami zakryte jednocześnie nie jesteśmy od niczego oddzieleni. Jednak nie jesteśmy współzależni, bowiem wyszliśmy z głębi zwierciadła i poruszamy się już w pozycji pionowej a nie pływającej.

Taki proces zwał się niegdyś inicjacją i był doświadczeniem wewnętrznego lęku przed oddzieleniem nie w postaci symbolicznej ale w postaci głębokiego fizycznego doświadczenia.  Odkrycia faktu, że na poziomie submolekularnym przestajemy być materią a stajemy się świadomą energią. Takie doświadczenie jest w zasięgu naszych możliwości. Wystarczy przekroczyć lęk i doświadczyć najgłębszych warstw istnienia.


Z humanistycznego punktu widzenia, należało by dopuścić nowe pojmowanie wszechświata, nie jako materialnego tworu o symbolicznej strukturze pojmowania z przeciwstawną duchową alternatywą. Lecz jako jednolitej homogenicznej przestrzeni w której duch i materia są integralnie związane. Nierozerwalne i współzależne. Taka duchowo-materialna przestrzeń odpowiadająca czasoprzestrzeni. Świat taki naprawdę istnieje, jedyna realna zmiana polega na naszej w nim obecności, sposobie jego pojmowania i percepcji.

Przede wszystkim musimy zapomnieć o obserwacji z zewnątrz a nauczyć się obserwacji z wewnątrz. Aby to było możliwe musimy przekroczyć swoje zwierciadło i doświadczyć swojej osobistej głębi. Po przejściu na jej drugą stronę stajemy się zdolni do obserwacji jednocześnie: siebie, otoczenia oraz siebie w otoczeniu. Pojawia się bowiem w nas samych ktoś nowy, kogo nazwałbym przyjacielem samego siebie łagodnie towarzyszącego mi w wędrówce. Patrzącego świadomie na cały mój wszechświat. Bowiem po przejściu przez zwierciadło nie ma już jakiegoś tam mnie i jakiegoś tam wszechświata. Jest mój spersonalizowany wszechświat. Mam nadzieje, że Ty masz swój spersonalizowany wszechświat! Moglibyśmy wówczas zagrać, w tą moją wielobarwną grę w abstrakcje, która jest niczym innym jak praktyką tego co opisałem. A to co napisałem jest wyznaniem przyjaciela mojego spersonalizowanego wszechświata, którą to rzeczywistość obserwuje poprzez grę już 20 lat.

Kulturowe zmiany mogły by być dalekosiężne i potężne, nie ma bowiem żadnych powodów by jeden coś kazał drugiemu, by moralizować i pouczać. Piętnować i oceniać. Każde takie zachowanie należałoby uznać za wewnętrznie niedorozwinięte. To tryb myślenia cywilizacji stojącej przed lustrem i ciągle utyskującej na brak głębi.

Mój wszechświat nie może nic nakazać Twojemu wszechświatowi, możemy się jedynie spotkać i poszukać pomiędzy nami wartości zwanej MY. Ona nie pojawia się nigdy w perfekcyjnym Lustrze jedynie dzięki ułomności zwierciadła.