Jadwiga Mizińska
UMCS Lublin

Gra :: sztuka wspólnego obrazu

1.
- Ryby uspokajają – powiedział Jędrek odkładając pędzel, po czym szybko spakował sprzęt wędkarski i udał się nad Wisłę.  Nawet nie spojrzał na obraz, który namalowali z Romanem siedząc naprzeciwko siebie przy stole w obrośniętej winogronem altanie. Za to wieczorem, po powrocie, przy kolacji wystąpił do Romana z pretensjami, że ten “zepsuł mu jego obrazek”. Bo, jak wyznał, zaplanował sobie namalować portret Karola Gustawa, poczynając od haczykowatego nosa i czarnych , zakręconych wąsów króla. Tymczasem pod koniec tam, gdzie miał figurować ów wąs pod królewskim nosem, widniała ... czerwona dziecinna parasolka.
Rozczarowanie, a nawet złość podobne do Jędrkowych, czyhają na każdego, kto przystępując z własnej woli, ba, wręcz z ochotą do GRY, ma nadzieję, że na białej kwadratowej planszy namaluje dokładnie to, co sobie wymyślił i zamierzył. I – że po jej zakończeniu pozostanie taki sam, jakim był, nim do niej usiadł. Albowiem siada naprzeciwko Drugiego, który z takimi samymi intencjami: namalowania swojego obrazka, przyłącza się do wspólnego przedsięwzięcia.



Zasada GRY jest tylko jedna jedyna: każda z dwu osób, które się na nią decydują, ma jeden “ruch” pędzlem ( lub kredką), po czym przekazuje je partnerowi, i tak już do momentu, gdy obaj zdecydują, że obraz jest ukończony.
“Rozmowa” barwnymi plamami bądź kreskami, gdzie każdy ruch partnera  stanowi wyzwanie , a jednocześnie zaproszenie do mojego ruchu w sposób prawie niezauważalny, ale nieunikniony, burzy indywidualne plany i projekty obydwu stron. Grający, “odpowiadając” sobie nawzajem na każdą kolejną kolorową plamę bądź kreskę, zmuszają się, chcąc nie chcąc, do odstępstw z przyjętych na wstępie założeń. Logika GRY sprawia, iż muszą – i chcą - natychmiast reagować na posunięcia Drugiego. Zwłaszcza, kiedy ten wkracza na “ich teren”, gdy wpycha się na pole leżące bezpośrednio przed ich oczyma. A już w szczególności, kiedy “bezczelnie” kładzie swoje ślady na mojej, ślicznej, przed chwilą położonej plamie. Ale również i wtedy, kiedy starannie ją omija. Irytuję się wtedy, że mnie “osacza”, albo – że mnie zgoła ignoruje.
Zatem – żadne zachowanie partnera nie jest obojętne. Zupełnie jak w życiu...
{mospagebreak}
2.
GRA Romana Pukara uchwytuje bowiem właśnie samą istotę ŻYCIA. Życie ludzkie jest wszak rytmem pytań, jakie człowiekowi zadaje rzeczywistość oraz odpowiedzi, jakie na nie daje każdy z nas. W sposób uproszczony, ale w gruncie rzeczy trafny, opisali to behawioryści, według których nasze zachowanie to niekończąca się seria bodźców oraz – reakcji na owe bodźce.
Krytycy behawioryzmu mają mu za złe, że nie uwzględnia tego, co dzieje się w “czarnej skrzynce”- w umyśle, gdzie rezyduje świadomość, która jest “panią nad reakcjami”. To znaczy, może powstrzymywać ich automatyzm, poddawać zdarzenia refleksji, sprawiać, że dajemy światu odpowiedzi przemyślane, powodowane naszym namysłem. Wolne a nie odruchowe i mimowolne.
GRA , która na dobrą sprawę może obywać się w milczeniu, bez słów (choć nie są one zakazane), w pewnym sensie sprowadza nas do sytuacji pierwotnej. To znaczy takiej, w której muszę – i jednocześnie bardzo pragnę – odpowiadać własną reakcją na bodziec, którym jest pociągnięcie pędzlem “przeciwnika”.
Ale ujawnia też ona coś więcej: że mianowicie to ja jestem też współtwórcą każdego bodźca, jako że uprzednim swoim ruchem sprowokowałem partnera do jego ruchu. Zatem to nie jakaś gotowa , trwała i twarda “rzeczywistość” w postaci czegoś obiektywnego i niezależnego napiera na mnie, zaś ja sam mogę tylko albo od niej uciec, albo ją zaatakować.  GRA pokazuje naocznie i odczuwalnie, że to ja sam współkształtuję ją, na równi zresztą z tobą.
Owszem, odpowiadam swoją reakcją na twój bodziec, ale twój bodziec to implikacja poprzedniej mojej reakcji... A Ty możesz o sobie powiedzieć dokładnie to samo.
Tak więc nikt indywidualnie do końca nie stanowi o swoim losie. Kształtuje się on w pewnym stopniu pod wpływem moich pragnień i projektów, w pewnym natomiast – pod wpływem zewnętrznych okoliczności. Ale też jest tak, że granice między mną a światem jest płynna. Moje działania mogą zwrotnie niejako zmieniać owe okoliczności na korzystne i przychylne, albo, na odwrót, na niekorzystne, wręcz wrogie.
Żyjąc – gramy tedy z innymi ludźmi i , z całym światem.
Roman Pukar, odkrywszy to, udowadnia nam ponadto, iż grać możemy na dwóch płaszczyznach. W życiu (co odbywa się często nieświadomie) oraz – na papierze, co już wymaga świadomej decyzji i dobrowolnej zgody.
{mospagebreak}
3.
GRA jako wynalazek Pukara stanowi zaproszenie do namalowania wspólnego obrazu przez dwie osoby. Niezależnie od intencji jej Autora, staje się przez to modelem współistnienia ludzi między sobą oraz – człowieka ze światem. Jej tajemnica zasadza się w tym, iż naturalna – wdawałoby się – tendencja do rywalizacji i dominowania jednego człowieka nad drugim 
( innymi) niespostrzeżenie w jej toku przemienia się we współpracę. W pewnym momencie, sami nie uświadamiając sobie, w którym, przestajemy walczyć a zaczynamy współtworzyć. Sprawia to OBRAZ, który – także niepostrzeżenie powstaje ze śladów naszych wstępnych  okrążeń i starć. W jakieś chwili zaczyna nas tak fascynować, że mniej ważne staje się “czyje na wierzchu”, kto z nas dwóch “ma rację”, aniżeli “co z tego wyniknie”, “dokąd to nas zaprowadzi”.
Najpiękniejsze – i najdziwniejsze - w GRZE jest to, że napięcie, początkowo bardzo silne, powoli się wyczerpuje. W jego miejsce pojawia się ciekawość i chęć ujrzenia, co właściwie z tego wyniknie, już bez względu na uprzednie zamiary. Okazuje się bowiem, że wyłaniający się pod obydwoma pędzlami Obraz ma jak gdyby swoją własną moc. Po przekroczeniu jakiegoś tajemniczego punktu, to on w gruncie rzeczy staje się najważniejszy. Przestajemy się troszczyć o samych siebie - przedmiotem troski i zaciekawienia   jest teraz on, ten trzeci... 
Ale największe zdumienie dopiero przed nami: wtedy mianowicie, gdy po ukończonej ( za zgodą obu partnerów ) GRZE, odwracamy ją o 180 stopni. “Moje pole” staje wtedy niejako “na głowie”, a pole partnera “na nogach”. Nie można oprzeć się podwójnemu zaskoczeniu: że to ja tak namalowałem, że partner cały czas widział mnie z odwrotnej perspektywy, a ja, nawzajem – jego. I największe z największych zaskoczeń: że malując przeciwko sobie, mimo wszystko – namalowaliśmy razem JEDEN OBRAZ.
{mospagebreak}
4.
Każdy, kto choć raz jeden jedyny usiądzie do GRY, wstając od niej nie jest taki sam, jakim był, nim do niej zasiadał. GRA wstrząsa całym naszym jestestwem. Udowadnia bowiem, że jest ono niesamoistne i siebie nieświadome, sobie samemu nieznane. 
Myślałem, że ja to ja, sądziłem, że to ja sam decyduję o tym, jaki ma być mój obraz świata, mój obraz samego siebie. 
A oto widzę  i czuję -niekiedy niesłychanie dotkliwie- iż to moi życiowi partnerzy ( ale też – wrogowie) w połowie co najmniej go determinują. 
Wiedząc już o tym dzięki GRZE, tracę pychę, tracę iluzję własnej autonomiczności, ale w zamian uzyskuję świadomość, iż mogę z własnej woli poddać się prawu współistnienia jako współtworzenia.
Homo construens., człowiek ufający , iż jest w stanie sam stworzyć dzieło przynoszące wszystkim innym dobro, nierzadko odbierany jest jako homo destruens. To nieszczęście wszystkich “uszczęśliwiaczy ludzkości”, że historia odwraca namalowany przez nich, w imieniu “wszystkich” “genialny obraz”. To, co miało być w ich intencji Niebem, okazało się Piekłem.
Kiedy to pojmiemy, w prosty i mało kosztowny sposób, zamalowując zaledwie jedną tylko kartkę farbami, będziemy bezpieczni i ubezpieczeni. Nie pozwolimy, by ktokolwiek narzucił nam swój obraz świata, ale też stracimy ochotę, by swój narzucać komukolwiek. Pamiętamy bowiem, iż po odwróceniu obrazu, to co  było na  górze , znajdzie się na dole. I – na odwrót.
GRA, pozornie angażująca wyłącznie naszą rękę, ma moc mistrzyni życia. Oducza  ślepoty na innych, i – oślepienia samym sobą. Zdejmuje nam z oczu kataraktę  samozadufania.  Otwiera je na Drugiego.
{mospagebreak}
5.
“Atlas patrzenia” Romana Pukara, to przygotowanie do możliwie łagodnego zniesienia  szoku pierwszej GRY.  Opowiada on osobistą legendę o tym, o czym każdy sądzi, że już wie wszystko. Bo przecież każdy z nas “ma oczy do patrzenia”.
A Roman Pukar pokazuje, jak często patrząc- nie widzimy. Jak często widzimy to co wiemy, a nie to, co jest.  Jak często lekceważymy nasze własne wizje; senne oraz te, na jawie. 
W sumie – jak bardzo lękamy się prawdy: nie tylko prawdy o sobie, również – swojej prawdy. 
A nade wszystko : jak prosto wyzwolić się z wszystkich naszych lęków i obaw, które każą nam spoglądać na świat wielkimi lecz nic nie widzącymi “wielkimi oczyma strachu”. Mianowicie - pozwalając sobie je ... namalować.
Bezpiecznie, na kartce papieru, podczas gdy nasz “przeciwnik” czyni to samo. 
Wymieniając się naszymi “widzeniami”, współuczestnicząc na identycznej zasadzie w cudzym odkrywaniu kart, dochodzimy do zrozumienia, że wszyscy jesteśmy w takim samym położeniu: boimy się siebie nawzajem i dlatego – atakujemy. Ale wystarczy kilka demonstracji i posunięć w “walce o swoje”, żeby przejść do tworzenia tego co nasze. 
I w dodatku – powstaje z tego OBRAZ, nasz obraz, który można sobie zwiesić na ścianie, obojętne już wtedy, czy “do góry nogami” czy “do góry głową”. Będzie się nam teraz on przyglądał,  jak żyjemy, wiedząc już, że “moje” i “twoje” to dwie fikcje. Fikcje, za które ludzie są gotowi płacić życiem. OBRAZ mówi : nie ma ja bez ty, nie ma ty bez ja.  Twoje i moje może być – nasze. Jest nasze, spójrz tylko!