Los - to pojęcie już dziś zapomniane. 

Współczesny człowiek woli mówić i myśleć o Życiu, w pogoni za użyciem bacząc, by nie przeoczyć niczego z jego obietnic i darów. 
Zapomnieliśmy o Losie, ale Los nie zapomniał o nas. Daje o sobie znać w momentach katastrof - osobistych, grupowych, społecznych. Katastrofa, kataklizm - to właśnie sytuacje, gdy zapomniany Los przypomina o sobie w sposób dotkliwy. Stajemy wówczas pod jego ciosami osłupiali i obrażeni: dlaczego uderzają one akurat we mnie? 
Bólowi i obrazie towarzyszy gniew. Odrętwiała z przerażenia myśl zazwyczaj nadaje takim wrogim zdarzeniom losowym miano Przypadku. Czyli - czegoś nagłego, wyrwanego z łańcucha zjawisk przyczynowo-skutkowych, zabłąkanego i obłąkanego ogniwa.

 

 

Jadwiga Mizińska, 
GRA Z LOSEM 
Glossa do „GRY" Romana Pukara 

Los - to pojęcie już dziś zapomniane. Współczesny człowiek woli mówić i myśleć o Życiu, w pogoni za użyciem bacząc, by nie przeoczyć niczego z jego obietnic i darów. Ale mimo skupienia uwagi na doczesności i doraźności (które nietrafnie poczytuje za teraźniejszość), coraz częściej chodzi do wróżki i czyta horoskopy. 
Po co? Oczywiście po to, by zajrzeć za kulisy Życia - do maszynerii Losu. Dopiero u Wróżki przypomina sobie, że na jego dłoniach Linia Życia i Linia Losu biegną osobno i z rzadka się stykają. Zapomnieliśmy o Losie, ale Los nie zapomniał o nas. Daje o sobie znać w momentach katastrof - osobistych, grupowych, społecznych. Katastrofa, kataklizm - to właśnie sytuacje, gdy zapomniany Los przypomina o sobie w sposób dotkliwy. Stajemy wówczas pod jego ciosami osłupiali i obrażeni: dlaczego uderzają one akurat we mnie? Bólowi i obrazie towarzyszy gniew. Odrętwiała z przerażenia myśl zazwyczaj nadaje takim wrogim zdarzeniom losowym miano Przypadku. Czyli - czegoś nagłego, wyrwanego z łańcucha zjawisk przyczynowo-skutkowych, zabłąkanego i obłąkanego ogniwa.
Przypadek niczego jednak nie wyjaśnia. Co najwyżej - etykietuje, czyli nadaje imię zastępcze. Jest odbierany jako zło (gdy krzyżuje nasze plany) lub jako dobro (gdy układa się po naszej myśli). 
Jest odczytywany jako nieszczęśliwy wypadek bądź jako szczęśliwy przypadek - zawsze oceniany wyłącznie pod kątem zbieżności względnie stawania w poprzek moim oczekiwaniom, moim nadziejom, moim „życiowym planom". Nagłość Przypadku bierze się stąd, że przy konstruowaniu swoich życiowych planów człowiek nie uwzględnia i nie liczy się z planami, jakie mu wyznacza Los. Właśnie zderzenie Planów transcendentnego Losu z immanentnymi planami ludzkimi daje ów efekt szoku, zdumienia, iż moje życie nie zależy wyłącznie ode mnie, że coś innego (ktoś inny) gotuje mi niekonsultowane ze mną - przeznaczenie. W historii ludzkości to poczucie nadrzędności Mocy sterujących z zewnątrz moim życiem było obecne od najdawniejszych czasów. W filozofii, sztuce, ale też - w codzienności wyrażało się wiarą, iż taka Moc istnieje. 
Nadawano jej różne nazwy, z którymi też wiązano różne sensy: 

  • w starożytności imieniem Losu było Fatum,
  • w Średniowieczu - Opatrzność, - w Renesansie - Fortuna,
  • w Nowożytności - Rozum Historyczny (Konieczność).

Zależnie od tego, jak pojmowano za każdym razem relację Losu do człowieka, implikowało to różne postawy: 

  • w starożytności - fatalizm,
  • w Średniowieczu - wiarę w dobroć i łaskę Opatrzności,
  • w Renesansie - zdanie się na obroty Koła Fortuny,
  • w Nowożytności - poddanie się Koniecznościom przyrodniczym i historycznym, poznanie ich po to, by ostatecznie nad nimi zapanować.

Obecnie, w epoce ponowoczesności, wszystkie te archetypy uległy rozchwianiu, jako że upadło przekonanie w stałą strukturę bytu, w jakąś logiczną jego architektonikę. W miejsce porządku (kosmosu) wtargnął żywioł chaosu. Świat wydaje się pozostawać w permanentnym kryzysie. Jego kolejne fazy sprawiły, iż stały ląd społecznego bytu jawi się jako trzęsawisko, w którym nie ma już żadnego pewnego punktu oparcia. Wszystko, co wydawało się pewne i stabilne, okazało się niepewne, ambiwalentne i labilne. Środowisko ludzkiej egzystencji wydaje się mieć postać plazmy względnie - piasku, jego wędrujących wydm. Wobec takiej sytuacji Nomada, dzisiejsza odmiana dawnego Wędrowca-Pielgrzyma, popada w przeciwieństwo swego przodka. Tamten budował sobie staranne i ścisłe programy życiowe i metodycznie starał się je zrealizować, ten - rezygnuje z programowania życia w ogóle i tylko czeka na swoją szansę, starając się - jeśli się ona zdarzy - maksymalnie i bez skrupułów ją wykorzystać. 
Tamten walczył z Losem na zasadzie albo-albo. Wygrywał z nim hartem ducha lub uporem, względnie poddawał mu się uznając jego fatalizm. Ten uważa, że nie ma z kim walczyć, bo wszelkie absoluty okazały się mirażem i wypatruje jedynie szczęśliwych okazji (charakterystyczne są pod tym względem nazwy popularnych programów telewizyjnych w rodzaju „Randki w ciemno" czy „Szansy na sukces"). Wszystko tu wydaje się być kwestią „losowania" - w sensie statystycznej szansy wygranej. 
Tym samym dawny „człowiek z żelaza" zamienił się w „człowieka z plasteliny". Godzi się na to, by być kształtowany, ugniatany, lepiony przez okoliczności. Jego dewizą nie jest już „albo-albo", lecz „i-i". Skoro Los przybrał obecnie postać Gracza (i taka jest powszechna intuicja wynikająca z doświadczania go), nie ma sensu buntować się przeciw temu i nawoływać do powrotu ku dawnym archetypom (choć nie wolno o nich zapominać). Warto raczej podjąć ową GRĘ Z LOSEM świadomie. 
Co by to miało oznaczać w praktyce? Trzeba odwołać się do istoty gry, ale nie dowolnej, lecz przemyślanej i sprawdzonej już w określonej dziedzinie. Takiej, jak GRA Romka Pukara, na przykład. 
Jej zasadą jest partnerstwo. Tyle, że po drugiej stronie stolika, na którym leży plansza - biała karta mojego życia - sadzam mój Los. Zamiast pędzlem umoczonym w kolorowej farbie, stawiam mu pytania-propozycje swoim zachowaniem. W tym momencie wobec sytuacji, w której jestem, zachowuję się. Uczyniwszy pewien ruch - czekam na potwierdzenie lub odrzucenie. 
Ja Tak - Los Tak. 
Wsłuchuję się w jego odpowiedź, która ma postać określonej reakcji otoczenia (i mojego samopoczucia). Nie może to być wszakże behawiorystyczny schemat: nagroda-wzmocnienie, kara-osłabienie moich działań. Zmienilibyśmy się bowiem wówczas w Psy Pawłowa sterowane kiełbasą lub wstrząsami elektrycznymi. Rzecz w tym, by uwolnić się od tego stereotypu „pieskiego życia". Idzie raczej o wyczucie „czułych miejsc" w plaźmie życia. Odszukanie tych, które sprzyjają mojemu życiu, pozostając w zgodzie z naturą Życia jako takiego, omijanie zaś tych, które nie rezonują ze mną. Nie chodzi bowiem o to, aby człowiek rozpłynął się w magmowatym żywiole, ale - by nadał sobie, czy raczej - odszukał swoją właściwą, niepowtarzalną formę. Nie może ona być raz na zawsze zamkniętym konturem. Spróbujmy potraktować sami siebie jako paletę, na której raz Los, raz Ja, kładziemy barwne plamy, on czarną - ja żółtą, on zieloną, ja granatową. 
Starsze warstwy są nie do usunięcia - to moja przeszłość. Ale nie muszą mnie determinować - mogę się „przemalować" sam. Zawsze dawne barwy przebiją przez nowe - nie ma powrotu do „czystej karty". Nie ma tu jednak, dzięki Bogu, miejsca na abstrakcję i utopię na własny temat. Nie mogę rysować konturów siebie doskonałego, bo jestem już „cały poplamiony". Gra z Losem nigdy jednak nie odbiera mi nadziei, że mój obecny szary lub czarny kolor musi trwać wiecznie. Jej przewaga nad Walką z Losem wyraża się w tym, że odchodzi się od struktury panowania, która zakłada zwycięzcę i pokonanego. Gra z Losem jest bowiem bardziej Walką z Sobą - swoim marazmem, fatalizmem (albo na odwrót - brawurą i awanturnictwem). W każdym wypadku - zwycięską, albowiem walcząc ze sobą (gorszym) walczę o siebie (lepszego). 
Los, stawiając mi „progi i bariery", zaprasza mnie do Gry - do prób ich obalania, przekraczania, obchodzenia bokiem, fruwania nad nimi. Walka ma jeden kolor: czerwieni - kolor przelanej krwi lub czerni - kolor spalonych zgliszcz. Gra ma wszystkie kolory Tęczy, ale ponadto - wszystkie kolory i barwy, które wynalazł Człowiek grając z komputerem. Zamiast zostać narzędziem obsługującym Komputer, jego niewolnikiem Romek uczy nas, jak z niewolnika zostać jego panem. Po to, by w następstwie zostać także Panem samego siebie. Panem wspaniałomyślnym, umiejącym nie tylko zniewalać, ale również - bawić się i cieszyć Grą.